18 maja 2009

"back to school" ?

nie no Panie, brak akcji jest. BLog utknal w miejscu, a dokladnie w chiang mai. Po prostu. Pochlonelo mnie zwyczajne zycie codzienne - chodz piekielnie inne niz w wawie!. Stalem sie przede wszystkim gorliwym studentem jezyka tajskiego. Ciagne obecnie dwa kursy na raz. Moj dzien wyglada tak: o 10 zaczynam zajecia ktore trwaja do 15. Potem ide na obiad a nastepnie szukam sympatycznego miejsca do wkuwania slowek, w parku lub gdzies na miescie. W miedzyczasie gapie sie na ludzi wokolo ale nie bezczelnie lecz przyjaznie. "People watching", taka nowa tradycja :) Bialas z podrecznikiem w reku to juz nie turysta/backpaker/walkingATM a postac intrygujaca a nawet lekko podejrzana. Wtedy jest latwo zapoznac miejscowych ktorzy z ciekawosci sami zagaduja.
Wieczorem wychodze pocwiczyc tajski w praktyce czyli do mojego ulubionego pobliskiego pubu "100 pipers". A tam to juz wiadomo...piwo, lokalsi, i takie tam.. Wiecej o integracjach kulturowych napisze w kolejnych postach bo jednak tutaj to inny SWIAT.
Poza tym, obrabiam foty do galerii uzupelniajacej moja dotychczasowa wyprawe. Robie to oczywiscie na mini laptopiku co jest troche komiczne ale daje rade.
Aha jeszcze jedno, bycie studentem ma jeszcze jedna kluczowa ceche - moje szare komorki zostaly mocno pobudzone do dzialania po kilku latach nic nierobienia i totalnej leserki umyslowej. Duzo czytam, zapamietuje :-). To tyle z newsow na szybko.

3 komentarze:

Antek Bajer pisze...

Muineee... :) żeby zacytować sympatyczną tajkę z Bangkoku. Ucz się bracie ucz :) w Wawie się uczymy np. powstrzymywania nerwofff :) - też fajne...

Anonimowy pisze...

A MOIM SKROMNYM ZDANIEM EWIDENTNIE ZAWOALOWANĄ:)PRZYCZYNĄ TEGO NIEZAMIERZONEGO POSTOJU JEST W KOŃCU POWTARZAM W KOŃCU ...

pzdr G.

zfieszak pisze...

taaa, pobudzenie szarych komórek to ewidentnie codzienność studenta;] ale żeby się za bardzo nie rozbudziły, należy chłodzić je systematycznie piwem na przykład ;)