23 maja 2011

pauza nie za długa


wróciłem do domu w Chiangmai. Nadrabiam zaległości i życie towarzyskie. A mój język tajski znowu w fatalnym stanie. Przybyło też troche bieżącej roboty. Czyli w światowej nowomowie "projects". O których mam nadzieję będe mógł niedługo coś więcej powiedzieć.

...I jest już koniec maja 2011 a chciałbym jeszcze w tym roku objechać całą Indonezje. I mam na myśli AUTENTYCZNIE CAŁĄ. Ale zobaczymy jak się sprawy potoczą.
Stay Tuned.

11 komentarzy:

Anonimowy pisze...

...Kolejny punkt na liście odchaczony...

BŁONT!!!! odhaczony od haka piszemy przez same Ha! Hahaha


Pzdr. Gab

borys skatulski pisze...

osz w morrrde! ju rajt maj frend, ju rajt. Wery gut pojnt!

ความนับถือ
Boria

km pisze...

hej! jak tam życie? może jakieś nowe wpisy :)

Anonimowy pisze...

W ogóle brak postoniusów ?? Co się dzieje z Boratino ?? Pewnie tak jak w Zanzibarze złapali Go murzyni i się ... zabawiają! :-)

Gappor:-)

borys skatulski pisze...

czesc wszystkim!
blog stanal bo nie ma o czym pisac. Przeciez nie bede wrzucal postow o dlugosci kolejek w urzedzie miasta na nowogrodzkiej czy w stoenie na chrzanowskiego :)

Plan jest taki, ze im wiecej sie uda pozalatwiac teraz tym rzadziej trzeba bedzie wracac do Europy. I bedzie mozna wreszcie ruszyc temat Indonezji.

A tymczasem 5 sierpnia bede pierwszy raz w Kijowie. Tylko jedna noc ale cieszy jak cholera.

pozdrawljaju!

Anonimowy pisze...

Zaraz, zaraz ale przecież z postów absolutnie nie wynika ze Ty jestes już w Warszawie !!!
Natychmiast wrócisz do Chiangmai, następnie z miejscowej kawiarenki wyślesz posta INFOPOWROTNIAKA i dopiero wtedy mozesz pobrać numerek z Q-maticua do kolejki w lokalnym STOENIE! Tak byłoby rozsądnie, logicznie i uczciwie wobec grona czytających :-)
Pzdr.
Gabbo

km pisze...

Właśnie. W pełni zgadzam się z przedpiszącym :)

borys skatulski pisze...

szanowni,

bedzie dokladnie tak jak pisze kolega Gabor. Ale zamiast numerkóF z Q-matica pójde do knajpy w bangKoku przy KaoSan, wezme promocje za 120 batów/10 zeta co mi daje cztery browary Singha na łepek. Do tego kubeł lodu żeby napój był prawidłowo schłodzony tak jak lubie najbardziej. Po przyswojeniu ok dwóch butelek 0,6l gdy zadowolenie zacznie wracać do normy, to i język tajski mi sie szyPko przypomni. Od niechcenia jakby poszpanuje akcentem przed hostessami, których głównym zadaniem jest jak zwykle zarządzanie kostkami lodu w moim kuflu. Po wypiciu całej promocji udam się chwiejnie do VIPoskiego autobusu jadącego w strone biednej prowincji rolniczej na północy kraju czyli do mojego domu.
Tak właśnie się stanie za ok. 54 godziny i 10 min. Sebei Sebei!

trzymta sie i do kolejnego posta!

ps. VIP bus = Very Idiot People bus, tak powiadają tajowie :)

Anonimowy pisze...

Cześć Borys! Widzę, że nieźle sobie poczynasz. Może kiedyś gdzieś w tej Indonezji się spotkamy bo mam podobne plany, tylko, że dopiero za kilka miesięcy bo najpierw trzeba na nią zapracować:P
Pozdrowienia
Nitek

Saga pisze...

I jak udało się objechać całą Indonezję? :)
Ciekawam na nowe posty z niecierpliwością. :)

Przy okazji zapraszam do siebie na:
the-travelers-zone.blogspot.com

borys skatulski pisze...

Nitek! w morrrde jeza! Gdzie ty sie podziewales chopie?
Trzeba zreaktywowac nasza cala ekipe z Mongoli. (jestesmy w dupie!??!) Proponuje spotkanie wstepne w CHiangMai. LAtwy dojazd i niskie koszty. CZekam! :)
ps. powodzenia w pracy - obys jak najszybciej zbudgetowal wyprawe!

Saga,
Indonezja wypadla z ramowki tegorocznej. Ale bedzie zrobiona w przyszlym roku. Nie odpuszcze!
A poza tym, musze wyczaic jak Ty robisz takie wspaniale panoramki?!
:)