17 lutego 2009

skutki picia wodki (chinskiej)

zgadalem sie z dwoma angolami ze robimy jutro treking. LEcz nie jest to prosta sprawa gdy trza sie najpierw zintegrowac - przeciez nie pojde w dzungle z jakimis abstynentami :-). Zaczelismy klasycznie i spokojnie, piwem Tsingtao i DAli ale zaraz niedlugo potem poszly "ostre flakony" - chinskie Suzhou i jakis podejrzany rum. NA koniec juz niewiele pamietam, jakos wrocilismy do haty w srodku nocy.
Bilans nastepnego dnia byl dla mnie fatalny. Dzien wyjety z zycia (nie pierwszy zreszta) i zgubiona gdzies czapka (18Y w plecy). Angole okazali sie jednak troche odporniejsi i wyjechali z hotelu z duzym poslizgiem poznym popoludniem.


Tych scen juz prawie nie pamietam, ale na szczescie jest aparat, on dobrze pamieta :)

Rob & Phil i reszta zblazowanych lokalsow + zblazowany ktory robi ta fote :)

ten gosc z lewej to jakis przypadkowy niedoszly uczen kung-fu stolujacy sie w tej samej wykwintnej ulicznej garokuchni co my :)

1 komentarz:

zfieszak pisze...

cóż, Chiny czy Polska vodka działa tak samo;) Zbliża ludzi i w cudowny sposób oczyszcza pamięć;)